Nasza "podróż dookoła świata" trwała od maja 2007 do kwietnia 2008. Dziewięć miesięcy po jej zakończeniu, w styczniu tego roku, na świat przyszła ZUZIA:) Wrócić do Krakowa byłoby zbyt prosto... dlatego Zuza urodziła się w Gdyni, gdzie WŁÓCZYKIJE Dwa właśnie się zatrzymały.
A Was zapraszamy do poznania świata naszymi oczami... Dominika & Tomek (2009.05.20)
...parę słów na zakończenie WYPRAWY...
Pierwsze pięć miesięcy spędziliśmy w Ameryce Południowej, gdzie poza zwiedzaniem, przez miesiąc pomagaliśmy (Dominika uczyła dzieci angielskiego a Tomek został malarzem powierzchni płaskich) polskiemu misjonarzowi na skraju peruwiańskiej Amazonii, gdzie po raz pierwszy w życiu zdobywaliśmy cztero czy pięciotysięczne szczyty i wspinaliśmy się na skuty lodem Wulkan Cotopaxi w Ekwadorze, gdzie na własnej skórze doświadczaliśmy gorących rytmów samby w tętniącym życiem Rio de Janeiro czy rozbrzmiewającego na każdym kroku tanga w boskim Buenos Aires. Każdym zmysłem chłonęliśmy bogactwo kulturowe tego kontynentu i poznawaliśmy często bardzo ciężkie, surowe warunki życia jego mieszkańców. Braliśmy udział w indiańskich obchodach Bożego Ciała w górskich wioskach Ekwadoru, zobaczyliśmy na własne oczy najsłynniejsze na świecie ruiny inkaskiego miasta- Machu Picchu w Peru, przelatywaliśmy nad pustynią Nazca, która pokryta jest ogromnymi liniami i figurami geometrycznymi niewyjaśnionego dotąd pochodzenia. Samochodami terenowymi dotarliśmy na sam środek ogromnego solnego jeziora – Salar de Uyuni a w brazylijskim Pantanalu podglądaliśmy bogaty świat ptaków i zwierząt (tukany czy kolorowe papugi podlatywały na wyciągnięcie ręki) natomiast na argentyńskim półwyspie Valdes przyglądaliśmy się pływającym wielorybom.
Następnie przez sześć tygodni objechaliśmy Nową Zelandię, która dla nas jest pod względem przyrodniczym najbardziej niesamowitym krajem pod słońcem. Czasami, aż trudno uwierzyć, że na tak małych wyspach przyroda jest tak piękna, dziewicza i tak różnorodna. Człowiek znajdzie tam wszystko, o czym tylko marzy: piękne plaże, które nigdy z tym krajem nam się nie kojarzyły, wulkany, gorące źródła, gejzery, termalne kolorowe jeziorka, przepiękne góry, ośnieżone szczyty, lodowce, bajeczne polodowcowe jeziora, fiordy, klifowe wybrzeża...a do tego pingwiny, foki, lwy morskie czy delfiny i mnóstwo ptaków. Właśnie w Nowej Zelandii na nowo odkryliśmy uroki obcowania z naturą: zatrzymywania się na piknik i obiad nad jeziorem, które w danej chwili mijaliśmy i wydawało nam się idealne na tą okazje czy na kawę na plaży, przy pięknym wybrzeżu. Tam faktycznie, człowiek może jechać kilkadziesiąt kilometrów a jedynymi towarzyszami podróży są owce i piękne krajobrazy. To było niesamowite.
Na koniec zostawiliśmy sobie kolejny, równie niesamowity region, czyli Azję Południowo-Wschodnią spędzając tam ostatnie cztery miesiące. Zaczęliśmy od bajkowej, zróżnicowanej kulturowo Indonezji z hinduskim, kolorowym i pełnym uśmiechu Bali oraz łagodnie muzułmańską, pełną czynnych wulkanów i niesamowitych zabytków Jawą. W Kambodży zwiedzaliśmy ruiny największego sakralnego kompleksu na świecie –Świątyń Angkoru a w Wietnamie dotarliśmy do kolorowych, górskich mniejszości etnicznych czy przyglądaliśmy się codziennemu życiu prowadzonemu dosłownie na wodzie w Zatoce Halong czy w Delcie Mekongu. Dominujący w Azji buddyzm przejawia się w codziennym życiu tamtejszych mieszkańców, pokojowym nastawieniem do świata, życia w harmonii z otaczającą przyrodą i pozostałymi ludźmi. Ludzie są serdeczni, uśmiechnięci i mimo trudnych warunków starają się innym czynić dobro i pogodnie patrzeć na otaczający świat i rzeczywistość.
TAJLANDIA
Chiang Mai
2008.03.17-21
W Chiang Mai chcieliśmy dużo rzeczy zrobić: zwiedzić
miasteczko, zrobić pamiątkowe zakupy – podobno jest to najlepsze i najtańsze
miejsce w Tajlandii, Kuba z Martą planowali jeszcze szycie garniturów a ponadto
w programie był kilkudniowy trekking celem odwiedzenia tamtejszych górskich
plemion tzw. „hill tribes”. Jednak najważniejszą rzeczą jest dobrze zacząć
dzień, więc nasze pierwsze kroki pierwszego ranka w Chiang Mai skierowaliśmy w
stronę centrum, w poszukiwaniu śniadania. „Mango - sticky rice” (mango z ryżem
i słodkim skondensowanym mlekiem – pychota!!!) miało zostać w Tajlandii ...WIĘCEJLAOS
Luang Prabang
2008.03.06-15
Zaczęliśmy
od noclegu. Podobno baza hotelowa jest tutaj ogromna ale ze względu na
sezon turystyczny wieczorami znalezienie noclegu (w przystępnych
cenach) może być już trudniejsze. Według rad napotkanych wcześniej na
trasie podróżników powinniśmy oddalić się od samego centrum i tam
szukać tańszych pokoi. Na początek jednak wyszliśmy z przystani celem
zorientowania się trochę w mieście. Tutaj zaskoczyła nas ilość ludzi i
ogromne targowisko z pamiątkami oraz regionalnymi wyrobami. Ulica, na
którą weszliśmy była zamknięta dla ruchu i na całej jej długości oraz
szerokości porozkładane były stragany. Jak się potem zorientowaliśmy
taki wieczorny bazar odbywa się każdego dnia ...WIĘCEJ
Nong Khiaw i Muang Ngoi Neua
2008.03.01-06
Wysiedliśmy
w Nongh Khiaw i kiedy autobus oświetlając drogę odjechał zrobiło się
całkiem ciemno z wyjątkiem światła księżyca, gwiazd i palonych śmieci
gdzieś przy drodze. Autobus praktycznie minął wioskę więc w oddali
widać było gdzieniegdzie jeszcze światła lamp. Ruszyliśmy w tamtym
kierunku, na ulicy żywego ducha nie było a my musieliśmy znaleźć
miejsce do spania. Tutaj wioski zasypiają najpózniej o godzinie 22:00 i
znalezienie otwartego miejsca po tej godzinie czasami graniczy z cudem.
Zwłaszcza jeżeli generatory prądu funkcjnują tylko przez kilka godzin
wieczorową porą. Dochodziła 23:00 ...WIĘCEJ
Xam Neua, Vieng Xai
2008.02.28-03.01
W
czwartkowe popołudnie dotarliśmy do Xam Neua, stolicy prowincji Hua
Phan, prowincji która jest najrzadziej odwiedzana przez turystów.
Wysiedliśmy z autobusu i podszedł do nas jeden z tuktukowców, do
którego się we czwórkę zapakowaliśmy. Nie pamiętamy czy mówiliśmy mu,
że chcemy jechać do centrum, hostelu, miasta, bazaru miejskiego ale na
pewno coś w tym stylu. Kierowca pokiwał głową i ruszył. Byliśmy
zaaferowani rozmową więc nie zwracaliśmy zbytniej uwagi, gdzie jedzie.
W każdym razie mijaliśmy jakieś zabudowania a potem znowu było pusto i
kiedy nasz tuk tuk się zatrzymał ...WIĘCEJ
Phonsavan
2008.02.27-28
Na
trasie Vientiane – Phonsavan, wiodącej przez góry i zajmującej od 8 do
11 godzin jazdy nie oferowano już takich luksusów jak w Pakse czyli
autobusów sypialnych. Tutaj do wyboru był autobus zwykły i tzw. „VIP
bus”. Skusiliśmy się na VIPa, gdyż podobno mia mieć klimatyzację a jest
niewiele droższy od normalnego (13 USD). Już na samym dworcu
zauważyliśmy też kolejną różnicę: ten zwykły zabrał tyle osób ile się w
środku pomieściło a poza tym cały dach miał załadowany pakunkami –
znalazły się tam nawet dwa motory. Nasz wyglądał troszkę lepiej jednak
podróż była jednym wielkim koszmarem ...WIĘCEJ
Pozostałe relacje z Azji Południowo - Wschodniej
Relacje z Nowej Zelandii, Fidżi i Sydney
Relacje z Ameryki Południowej













